Już od ponad 35 lat oświata w Wilnie jest przedmiotem nieustannych eksperymentów. Eksperymenty te, przeprowadzane niejako „na żywym organizmie”, budzą poważne wątpliwości co do ich zasadności i nierzadko przypominają swoisty oświatowy sadyzm. Trudno pojąć, skąd co i rusz pojawiają się nowi „zbawcy” i „eksperci” od oświaty, inicjujący kolejne reformy, często nawet nie zdający sobie sprawy z tego, od czego kiedyś zaczynano, jakie były wyniki wcześniejszych reorganizacji i jakie cele właściwie chce się osiągnąć.
W maju 2019 roku – po zwycięstwie Remigijusa Šimašiusa w wyborach na mera – przedstawiciele Partii Wolności rozpoczęli zakrojoną na szeroką skalę reorganizację Administracji Samorządu m. Wilna. Funkcję dyrektora administracji nadal pełnił Povilas Poderskis. Opinii publicznej przedstawiano „bezprecedensową w skali Litwy reorganizację administracji”, o której wielokrotnie mówili zarówno Remigijus Šimašius, jak i odpowiedzialni za komunikację dotyczącą reorganizacji przedstawiciele samorządu. W jej trakcie zlikwidowano dziesięć departamentów, a największymi jednostkami strukturalnymi administracji stały się wydziały.Rzeczywistość okazała się jednak inna. Inicjowane przez Partię Wolności nieustanne „co rusz zmiany” zamiast wzmocnić funkcjonowanie administracji i systemu oświaty w Wilnie doprowadziły do ich destabilizacji. Wystarczy przypomnieć reformy zainicjowane przez ówczesnego kontrowersyjnego wicemera Šilerisa czy chaos związany z rekrutacją do szkół w 2025 roku, nad którym nie zapanowali odpowiedzialni za oświatę wicemerowie Donalda Meiželytė i Vytautas Mitalas, a który spowodował ogromne zamieszanie w życiu tysięcy rodzin.Jest oczywiste, że odpowiedzialni za oświatę wicemerowie nie byli w stanie zapewnić stabilnego funkcjonowania systemu. I oto teraz, na niespełna rok przed końcem kadencji, proponuje się powrót do modelu, z którego sami zrezygnowali przed siedmiu laty. Rodzi to uzasadnione pytanie: czy jest to przyznanie się do tego, że przeprowadzona wówczas reforma była błędem, czy też błąd popełniany jest właśnie teraz?System oświaty potrzebuje dziś przede wszystkim nie kolejnej reformy, lecz stabilności, konsekwencji i jasnej, długofalowej strategii. Największą szkodę wyrządza mu nie brak zmian, lecz ciągłe reformowanie dla samego reformowania. Pracownicy administracji zapewne i tym razem dostosują się do nowej struktury. Zupełnie inaczej wygląda jednak sytuacja blisko 300 wileńskich placówek oświatowych, dla których takie reorganizacje oznaczają niepewność, dodatkowe obciążenia administracyjne i ciągły brak wiedzy o tym, co przyniesie przyszłość.Spotkaliśmy się z tzw. reformatorami i po spotkaniu byliśmy niemile zaskoczeni – odnieśliśmy wrażenie, że brakuje jasnej wizji, argumentów i odpowiedzi na kluczowe pytania.O prezentacji reformyPodczas spotkania z inicjatorami reformy oczekiwaliśmy jasnych odpowiedzi na pytania dotyczące planowanej reorganizacji Departamentu Oświaty. Zamiast jednak konkretnych rozwiązań przedstawiono ogólne stwierdzenia dotyczące efektywności, optymalizacji procesów i nowoczesnego zarządzania. Nie wyjaśniono, jak po reorganizacji będzie funkcjonował Departament Oświaty, które funkcje pozostaną w jego gestii, a które zostaną przekazane spółkom samorządowym lub innym podmiotom zewnętrznym ani jaką wartość dodaną zmiany te przyniosą systemowi oświaty.Podejmując decyzję o reorganizacji struktury administracji samorządu, należy wykazać, że przyczyni się ona do realizacji zatwierdzonych przez Radę samorządu celów strategicznych i planu działań, poprawi efektywność funkcjonowania administracji oraz będzie uzasadniona ekonomicznie. Takim decyzjom powinna towarzyszyć przejrzysta analiza organizacyjna i ekonomiczna, ocena kosztów i korzyści oraz prognoza wpływu planowanych zmian na system oświaty. Podczas prezentacji reformy takie informacje nie zostały przedstawione.O analizie procesów i przygotowaniu reformyPodczas prezentacji poinformowano, że analizę procesów przeprowadziła jedna pracownica samorządu oraz kandydat na stanowisko przyszłego dyrektora Departamentu Oświaty Vidmantas Mitkus. Choć ten ostatni poinformował, że odsunął się od analizy dotyczącej Wydziału Młodzieży, uczestniczył jednak w ocenie całego obszaru oświaty, obejmującego około 300 placówek edukacyjnych.W przygotowanie reformy zaangażowane były również powołane przez samorząd spółki, które w przyszłości mogą przejąć realizację tych zadań. Okoliczności te dają uzasadnione podstawy do kwestionowania niezależności i obiektywizmu przeprowadzonej analizy, spółki te bowiem mogą być zainteresowane przejęciem dodatkowych zadań i uzyskaniem dodatkowego finansowania.Do prac nie zaangażowano również specjalistów ds. planowania strategicznego, którzy mogliby ocenić zgodność reformy z celami strategicznymi samorządu, jej przewidywany wpływ na wyniki działalności, konsekwencje finansowe oraz efektywność zarządzania. Reforma o takiej skali wymaga maksymalnej przejrzystości, niezależnej oceny oraz jasnego uzasadnienia podejmowanych decyzji.O deklarowanych oszczędnościachJednym z głównych argumentów przemawiających za reformą miałyby być oszczędności. Podczas prezentacji nie przedstawiono jednak żadnych wyliczeń ekonomicznych, które pozwalałyby ocenić skalę deklarowanych korzyści.W krótkiej perspektywie oszczędności mogą wynikać jedynie z nieobsadzonych lub zlikwidowanych etatów. W dłuższej jednak perspektywie przekazanie części zadań spółkom samorządowym lub innym usługodawcom może zwiększyć łączne koszty. Podmioty te będą musiały finansować własną administrację, wynagrodzenia pracowników oraz zapewnienie bieżącej działalności, a za świadczone przez nie usługi będzie płacił samorząd. Dlatego bez przeprowadzenia analizy kosztów i korzyści nie ma podstaw, by twierdzić, że reforma przyniesie rzeczywiste oszczędności lub zapewni bardziej efektywne wykorzystanie środków publicznych.Jak będzie funkcjonował Departament Oświaty po reformie?Podczas prezentacji nie przedstawiono jasnego schematu funkcjonowania przyszłego Departamentu Oświaty. Nie wyjaśniono, które zadania pozostaną w gestii Departamentu, które zostaną przekazane innym instytucjom lub spółkom samorządowym ani w jaki sposób zostaną zorganizowane ich koordynacja, kontrola oraz zakres odpowiedzialności.Przedstawiono jedynie pojedyncze przykłady, które nie mogą stanowić uzasadnienia dla konieczności reorganizacji całego systemu. Skoro dotychczas odpowiedzialne za kierowanie oświatą osoby nie potrafiły jasno określić zadań podległym pracownikom i zapewnić realizacji tych zadań, powstaje uzasadnione pytanie, w jaki sposób zarządzany będzie jeszcze bardziej rozproszony system, w którym funkcje zostaną podzielone między Departament, spółki samorządowe i inne podmioty zewnętrzne.O odpowiedzialnościJuż obecnie część powołanych przez samorząd spółek działa dość samodzielnie, a ich działalność jest często koordynowana jedynie formalnie – za pomocą tzw. listów oczekiwań. Taki model nie zapewnia jasno określonej odpowiedzialności ani skutecznej kontroli wyników.Powstają więc uzasadnione wątpliwości, czy przekazanie tym spółkom dodatkowych zadań usprawni zarządzanie systemem oświaty. Niezależnie od wybranego modelu odpowiedzialność polityczna i administracyjna za wyniki reformy, jej konsekwencje oraz funkcjonowanie systemu oświaty nadal będą spoczywać na merze samorządu i dyrektorze administracji.O przekazywaniu zadań podmiotom zewnętrznymPrzekazanie części zadań spółkom samorządowym lub innym zewnętrznym usługodawcom nieuchronnie zwiększy liczbę podmiotów trzecich obecnych w placówkach oświatowych, skomplikuje podział odpowiedzialności oraz zwiększy obciążenia administracyjne.Do tej pory nie wyjaśniono, kto będzie oceniał jakość realizacji przekazanych zadań, analizował ich wyniki, kształtował politykę oświatową oraz ponosił odpowiedzialność za niewłaściwie świadczone usługi lub nieosiągnięcie zakładanych wyników.Nie przeprowadzono również oceny wpływu reformy na placówki oświatowe, dlatego nie wiadomo, jak zmiany wpłyną na funkcjonowanie szkół, sprawność podejmowania decyzji, organizację pracy pracowników oraz jakość kształcenia.Przekazywanie dodatkowych zadań oraz szersze stosowanie rozwiązań cyfrowych samo w sobie nie oznacza zmniejszenia obciążeń administracyjnych. Jeżeli jednocześnie nie zrezygnuje się ze zbędnych procedur, nie określi jasno zakresu odpowiedzialności i nie uprości procesów, istnieje ryzyko, że obciążenia biurokratyczne jedynie wzrosną, a ich realizacja zostanie przeniesiona do przestrzeni cyfrowej. W takim przypadku nie zmieni się skala administrowania, a jedynie jej forma.PodsumowanieProponowana obecnie reforma przypomina bardziej administracyjne przesunięcie zadań niż systemowo uzasadnioną reformę zarządzania oświatą. Nie przedstawiono jasnego schematu przyszłego funkcjonowania systemu, uzasadnienia ekonomicznego, analizy kosztów i korzyści, oceny wpływu zmian na placówki oświatowe ani przejrzystego modelu podziału zadań i odpowiedzialności.Nie wykazano również, że planowane zmiany przyczynią się do realizacji strategicznych celów samorządu, usprawnią funkcjonowanie placówek oświatowych lub przyniosą rzeczywistą wartość dodaną społeczności oświatowej.Przekazanie dodatkowych zadań spółkom samorządowym daje uzasadnione podstawy do kwestionowania obiektywizmu przeprowadzonej analizy, rodzi też ryzyko długofalowego wzrostu kosztów, rozproszenia odpowiedzialności i pogorszenia efektywności zarządzania. Jednocześnie pojawia się zagrożenie, że obciążenia biurokratyczne nie zostaną zmniejszone, lecz przeniesione jedynie do przestrzeni cyfrowej.W związku z tym przed podjęciem decyzji konieczne jest przedstawienie szczegółowego organizacyjnego i ekonomicznego uzasadnienia reformy, analizy kosztów i korzyści, jasnego modelu przyszłego funkcjonowania systemu oraz oceny wpływu zmian na placówki oświatowe. Należy również wykazać, że planowane zmiany są proporcjonalne, zgodne ze strategicznymi celami samorządu i przyniosą rzeczywistą wartość dodaną społeczności oświatowej. Dopiero wówczas będzie można obiektywnie ocenić zasadność i korzyści proponowanej reformy.Taka próba „odgórnego” narzucenia przez wicemerów Wilna Donaldę Meiželytė i Vytautasa Mitalasa „zmian dla samych zmian” nie prowadzi oświaty do przodu, lecz pokazuje, że decydenci stracili kontakt z rzeczywistością i potrzebami społeczności.Radny miasta Wilna, lider opozycji Jarosław Kamiński,członek frakcji AWPL-ZChR
